Akcja
Wisła

wstęp
1
2
3
4
5
6
zakończenie
...

4. Problem ukraiński w powojennej Polsce

W połowie 1944 r. rozpoczęła się wielka ofensywa Armii Czerwonej. W ciągu miesiąca wojska radzieckie, przy wsparciu m. in. odziałów AK, zajęły tereny Ukrainy Zachodniej, po czym przesunęły się dalej na zachód, zdobywając po drodze Lwów, Przemyśl, Chełm i w końcu Lublin. W tym samym czasie część wojsk sowieckich przeniosła się na Słowację, aby wspomóc tamtejsze powstanie. Na zdobytych terenach Sowieci rozpoczęli szeroko zakrojoną akcję likwidacji administracji podległej rządowi polskiemu w Londynie. W końcu 1944 r. Stalin powołał do życia PKWN, zalążek całkowicie mu podporządkowanego przyszłego rządu polskiego. Komitet rozpoczął działalność od wprowadzenia nowej administracji i ustalenia przebiegu granicy polsko-radzieckiej, wzdłuż tzw. linii Curzona.

Po przejściu frontu i przemieszczeniu się wojsk sowieckich dalej na zachód, zarówno UPA jak i oddziały polskiego podziemia starały odnaleźć się w nowej sytuacji. W połowie 1945 r. można było wyróżnić dwie grupy działające po stronie polskiej – oddziały poakowskie (głównie WiN – Zrzeszenie „Wolność i Niezawisłość”) oraz podziemie powiązane ze Stronnictwem Narodowym – Narodowe Siły Zbrojne (NSZ), Narodowe Zjednoczenie Wojskowe (NZW) i kilka innych1. Tam, gdzie słabły wpływy jednej organizacji, wzrastała aktywność drugiej. Różnica pomiędzy nimi polegała przede wszystkim na stosunku do sprawy ukraińskiej. AK-WiN dążyła do rozwiązania problemu w sposób pokojowy. Dość szybko, bo w maju 1945 r. doszło do pierwszego spotkania przywódców AK i OUN. Z kolei NZW i NSZ uważały, że nadal jednynym sposobem rozwiązania problemu jest walka zbrojna z UPA. W czerwcu 1945 r. doszło do brutalnego mordu, dokonanego przerz oddział NZS na ludności ukraińskiej. W Wierzchowicach zostało zamordowanych 194 mieszkańców wsi, w tym również kobiety i dzieci. Po pacyfikacji wsi oddział NSZ wpadł w pułapkę zastawioną przez NKWD. Większość partyzantów zginęła, w tym prawie wszyscy przywódcy. Odtąd NSZ przestał być liczącym się konkurentem AK-WiN2.

Jeśli chodzi o podziemie ukraińskie, to z początku zmniejszyła się liczba jego sympatkyków. Ukraińcy, którzy pozostali w granicach nowej Polski byli w większości nastawieni prokomunistycznie. Jednak represyjna działalność Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej powodowała, że „polscy” Ukraińcy nie mogli czuć się bezpiecznie, nawet jeśli deklarowali chęć podporządkowania się nowej władzy. Z kolei OUN-UPA musiała zmienić taktykę działania. Wrogiem nie była już dla nich Polska, ale Polska komunistyczna. Zdecydowali się zatem, w miarę możliwości współpracować z antykomunistycznym polskim podziemiem. Równocześnie, z uwagi na powstanie granicy pomiędzy Polską a ZSRR, OUN musiała przeorganizować swoją strukturę. Nowy prowid, utworzony po zachodniej stronie granicy, składał się z trzech okręgów. Pierwszy obejmował swoim zasięgiem Bieszczady i Pogórze, czyli powiaty leski, sanocki, przemyski, krośnieński, jasielski i gorlicki. Drugi – powiaty jarosławowski, lubaczowski i tomaszowski, trzeci natomiast powiad chełmski, hrubieszowski i białopodlaski3. W połowie 1945 r. OUN utworzyła osobny okręg wojskowy, przeznaczony do walk na terenie Polski. Został ochrzczony mianem „San”, a na jego czele stanął kapitan Mirosław Onyszkiewicz.

Ustalenie nowego przebiegu granicy postawiło rząd Polski wobec problemu mniejszości ukraińskiej pozostałej w granicach kraju. Zdawano sobie sprawę, jak wielkie ryzyko jest związane z faktem, że w Polsce pozostało ponad 600 tysięcy Ukraińców, których przekonania polityczne są nie do końca jasne. W rezultacie PKWN, działając pod przewodnictwem Moskwy, zdecydował się na przeprowadzenie akcji wysiedleńczej. Akcja miała być dobrowolna i obustronna – z terenów ZSRR mieli powrócić Polacy, natomiast Ukraińcy, Białorusini i Litwini dostali możliwość przeprowadzenia się na wschód od linii Curzona. W rzeczywistości jednak rząd Polski na różne sposoby nakłaniał bądź zmuszał Ukraińców do podpisania deklaracji wyjazdu (np. wprowadzał ustawy, które jawnie dyskryminowały mniejszości narodowe). Jednak akcja wysiedleńcza nie przyniosła oczekiwanych rezultatów. Do marca 1945 r. wyjechało nieco ponad 80 tysięcy ludzi, potem akcja zupełnie się załamała4. Stąd wzięła się decyzja rządu, aby wspomóc akcję wysiedleńczą środkami wojskowymi. W rezultacie do końca roku 1946 Polskę opuściło prawie pół miliona osób, głównie pochodzenia ukraińskiego5. Inaczej było po wschodniej stronie granicy – wprowadzone porządki stalinowskie, zakładanie kołchozów i nabór do Armii Czerwonej spowodowały, że kto tylko mógł, uciekał do Polski. Najgorzej mieli młodzi Ukraińcy, których, jako politycznie niepewnych, wcielano do pierwszoliniowych jednostek Armii Radzieckiej, skąd zdecydowana większość już nie wracała. Polacy natomiast korzystali z możliwości przesiedlenia do kraju. Józef Wójcik, jeden z Polaków, który wraz z rodziną musiał opuścić dom w Stebniku i wyjechać „do Polski”, tak wspomina tamte wydarzenia: „Moim rodzicom żal było pozostawiać rodzinny dom i gospodarstwo. Żyli ciągle nadzieją, że obecny stan jest przejściowy. Z tej przyczyny na wyjazd zdecydowaliśmy się dopiero w 1946 roku. Zezwolenia na repatriację udzielały władze w Drohobyczu. Tam trzeba było składać podania i tam ojciec jeździł załatwiać dokumenty repatriacyjne. Fakt ten trzeba było ukrywać, aby na rodzinę nie sprowadzić niepotrzebnych kłopotów. Po załatwieniu zezwolenia czekaliśmy długo na przydział transportu do Polski. Ostatecznie przyszło pismo z Drohobycza, że wyjechać mamy pociągiem, który podstawiony zostanie na stację kolejową w Ustrzykach Dolnych. Było to w czerwcu 1946 r. Sołtys podstawił nam podwodę, załadowaliśmy nasz dobytek i drogą przez Bandrów, Jałowe i Jasień wyruszyliśmy do Ustrzyk. Pozostawiliśmy rodzinną wieś, gospodarstwo i groby dziadków na stebnickim cmentarzu. Pociąg ewakuacyjny liczył 35 wagonów. Był już częściowo zapełniony repatriantami z Drohobycza, Sambora i Chyrowa. W Ustrzykach dołączyły kolejne rodziny z Hoszowa i Jasienia. W tym samym czasie napływali tutaj Ukraińcy z górskich wsi nad Sanem, ktorych wysiedlano z terytorium Polski do ZSRR i kierowano ich na wschód. Cały teren wokół stacji przepełniony był ludźmi, ich odbytkiem i zwierzątami domowymi.

W tych warunkach już po załadowaniu do wagonów przetrzymano nas tydzień. Żyliśmy w niepewności co do dalszych losów. Co noc NKWD po kilka razy nakazywało opuszczać wagony i dokonywało rewizji. Był to pretekst do dokonywania rabunków, bo po każdej takiej rewizji znikały wysiedleńcom cenniejsze rzeczy. (…) Ostatecznie po wręczeniu łapówki dowódcy pociągu wagony wolno ruszyły na zachód. Pociąg był dokładnie obstawiony przez enkawudzistów, zaś na dachach ustawiono karabiny maszynowe. Panowała atmosfera terroru i strachu. (…).

W końcu pociąg wjechał na terytorium Polski i zatrzymał się na stacji w Olszanicy. Zobaczyliśmy polskich żołnierzy. Zrozpaczeni ludzie sądzili, że to prawdziwe nasze wojsko. Nie zdawali sobie sprawy, że dowódcy to sowieccy oficerowie w polskich mundurach. Sfrustrowani ludzie z krzykiem rzucili się ze skargami na postępowanie Rosjan, a szczególnie na rabunki, których padli ofiarą. Szeregowi żołnierze, Polacy, po cichu ostrzegali wysiedleńców przed takim nierozsądnym postępowaniem. Podobno jednak skargi odniosły jakiś skutek i niewielką część rzeczy poszkodowani odzyskali po długich staraniach.

Po opuszczeniu przez kilka rodzin pociągu w Olszanicy i Sanoku transport ruszył na Ziemie Zachodnie. Pociąg jechał powoli i kilka razy zatrzymywał się na dłużej. Komisja repatriacyjna proponowała wówczas przesiedleńcom poniemieckie gospodarstwa. Jednak poczucie niepewności, jak i nadzieja, że niedługo otworzy się możliwość powrotu do rodzinnych stron, powodowały, że nikt nie przyjmował proponowanych ofert. Tym sposobem pociąg zajechał aż w okolice Szczecina. Tam nakazano nam opuścić wagony i przydzielono komisyjnie poniemieckie gospodarstwa w rejonie Pyrzyc.”6

Akcja wysiedleńcza była ze zrozumiałych powodów niekorzystna dla UPA, która od samego początku robiła co mogła, aby zapobiec wywózce. Jednym z częstszych sposobów było palenie ksiąg parafialnych, które były zwykle podstawą do ustalenia narodowości mieszkańców. Organizowano też napady na posterunki wojskowe, likwidowano bądź grożono śmiercią wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób współpracowali z władzą polską lub sowiecką. Pomiędzy lipcem 1945 a marcem 1946 roku UPA dokonała około 50 dużych akcji dywersyjnych, wśród których miał miejsce słynny napad na posterunek milicji w Cisnej (zginęło wtedy sześciu milicjantów, a budynek został całkowiecie zburzony)7.

Zasięg działania UPA był stosunkowo duży – obejmował tereny Bieszczadów, Pogórza Przemyskiego, Rzeszowszczyzny i Lubelszczyzny. Główną metodą działania była walka partyznacka, czyli różnego rodzaju działalność dywersynja i sabotażowa. Polacy mieli do dyspozycji przede wszystkim posterunki milicji oraz służby Urzędu Bezpieczeństwa i Wojsk Wewnętrznych. Ich działalność opierała się na stosowaniu represji, aresztowaniach i próbach likwidacji oddziałów UPA. Wymierne sukcesy w walkach z ukraińskim podziemiem miały też działające na tych terenach oddziały NKWD. W niektórych rejonach, jak na przykład na Lubelszczyźnie to właśnie oni, a nie Polacy stanowili główne zagrożenie dla UPA8. (Co ciekawe, pojawiały się wówczas plotki, jakoby niektóre oddziały NKWD współpracowały z UPA. G. Motyka w swojej książce opisuje przykład schwytanego upowca, który w czasie przesłuchania wyznał, że jego oddział otrzymywał broń z jednostki NKWD w Drohobyczu. Zaraz po tym zeznaniu więzień został zastrzelony przez sowieckiego oficera, rzekomo w celu zatarcia śladów9.)

Między wrześniem 1945 a czerwcem 1946 roku UPA nasiliła swoją działalność. Wynikało to przede wszystkim z prób obrony ludności ukraińskiej przed przymusowymi wysiedleniami. UPA zdawała sobie sprawę z tego, że im więcej Ukraińców opuści Polskę, tym mniejszym zapleczem zaopatrzeniowym będą dysponowali. Wspólny interes, jakim był sprzeciw wobec władzy komunistycznej, połączył w pewnym stopniu działania UPA i AK-WiN. Działania te miały miejsce jedynie na najniższych szczeblach, ponieważ dowództwo WiN nie popierało tego typu układów. W odróżnieniu od poprzednich miesięcy i lat UPA zdecydowała się na podjęcie działań wyłącznie przeciwko celom wojskowym, a nie przeciwko wszystkim Polakom, w tym cywilom. W rozkazie, który wydał 13 września 1945 roku prowindyk II Okręgu OUN Dymitr Dzioba znalazły się m. in. następujące punkty: „Wyzwolić wszystkich ludzi, jakich siłą wygnano na stację przesiedleńczą”, „Polskie wsie palić nie wolno, chyba w ostatecznym wypadku”, „Milicji nie zaczepiać, chyba że oni nas zaczepią”10. Zmieniło się także podejście upowców to kwestii pojmanych jeńców. Dla celów propagandowych postanowiono, że schwytani, po rozbrojeniu mają być wypuszczani, a nie rozstrzeliwani, jak kiedyś. Według kierownictwa OUN żołnierz, który wie, że w razie niewoli czeka go śmierć, walczy zacieklej i w rezultacie jest bardziej niebezpieczny.

Podjęte przez UPA działania wojskowe były zaskakująco skuteczne. Na terenie Bieszczadów, Pogórza, Lubelszczyzny i Rzeszowszczyzny, a także po raz pierwszy na taką skalę w Beskidzie Niskim przyniosły polskiemu aparatowi bezpieczeństwa wiele kłopotów. Palono mosty, wysadzano tory kolejowe, burzono sieć telekomunikacyjną. Codziennością stały się zasadzki na oddziały Wojska Polskiejgo, na posterunki MO i WOP, odwarzono się nawet atakować całe pułki piechoty. Nie bez przyczyny G. Motyka, biorąc pod uwagę dynamikę i skalę działań UPA, mówi o „ukraińskim powstaniu”11. Dowództwo polskie zdawało sobie sprawę z zagrożenia, co widać w raportach wydawanych przez poszczególne okręgi wojskowe12. W czerwcu 1946 roku postanowiono zintensyfikować działania WP przeciwko podziemiu ukraińskiemu, kładąc szczególny nacisk na okręg rzeszowski, gdzie działały trzy duże kurenie: „Zalizniaka”, „Bajdy” i „Rena”. Przeciwko nim wojsko wystawiło 8 i 9 Dywizję Piechoty, które wchodziły w skład Grupy Operacyjnej „Rzeszów”. Oddziały te zastosowały nową metodę walki, dostosowaną do działań partyzanckich: przeszukiwano lasy głównie nocą, obserwowano teren z pokładów samolotów, a nawet przebierano się za upowców13. Działania te okazały się jednak nieskuteczne, dlatego też w październiku 1946 GO „Rzeszów” została rozwiązana, a jej miejsce zajęła 9 Dywizja Piechoty.

Tymczasem w szeregach UPA dostrzec można było pierwsze oznaki nadchodzącego kryzysu. Po pierwsze nie udało im się zapobiec akcji przesiedleńczej, co spowodowało utratę znacznej części zaplecza zaopatrzeniowego. Ponadto niektóre sotnie wykazywały zniechęcenie do daleszego działania, z czego zdawało sobie sprawę dowództwo UPA – w liście do „Hromenki” (przywódcy jednej z sotni) Mirosław Onyszkiwicz pisał: „Dlaczego nie przejawiacie aktywności? Jeśli tak, to po co właściwie istnieje oddział? Chyba my zorganizowaliśmy się i istniejemy po to, aby walczyć a nie siedzieć na zapiecku. Dlaczego nie wykonaliście tej pracy, jaką wam poleciłem?”14. Zniechęcenie widoczne było także wśród miejscowej ludności ukraińskiej, której udało się uniknąć wywózki. W ich oczach oddziały UPA nie zrealizowały żadnej ze swoich obietnic, powoli przestawano więc wierzyć, że działania podziemia mogą przynieść zwycięstwo. Kolejnym kłopotem UPA była zbliżająca się zima – należało zorganizować zapasy jedzenia i pomyśleć o bezpiecznym schronieniu. Wojsko Polskie starało się wykorzystać swoją przewagę, niestety rząd zamiast koncentrować się na działaniach militarnych wolał zająć się propagandą przed zbliżającymi się wyborami do sejmu. Efektem było powołanie Grup Ochronno-Propagandowych, natomiast w grudniu 1946 roku wstrzymano prawie wszystkie akcje wojskowe przeciwko UPA15. Sytuacja zmieniła się dopiero po wyborach.

Zima 1946-1947 mocno nadszarpnęła siły i morale upowców. Mimo, że Wojsko Polskie zaniechało ataków, to większym problemem okazał się głód i choroby. W pażdzierniku 1946 roku 34 pułk piechoty pod wodzą podpułkownika Gerharda wykrył, a następnie zlikwidował olbrzymią bazę UPA zlokalizowaną na stokach Chryszczatej w Bieszczadach. Wśród zniszczonych obiektów był m. in. szpital, młyn, garbarnia, cerkiew i kilkadziesiąt domków przygotowanych do przezimowania. Był to niezykle celny cios, mimo że podczas ataku nie udało się złapać przywódcy tamtejszej sotni „Chrina”. Kierownictwo UPA, wiedząc, że najważniejszym zadaniem jest przetrwanie zimy i przygotowanie się do wiosny, podjęło decyzję o zmianie taktyki z ofensywnej na obronną – przejście do tzw. głębokiego podziemia. Było to zgodne z poleceniami wydanymi Krajowemu Prowydowi OUN w Polsce przez przebywającego na Zachodzie Stefana Banderę. Pisał on, że należy zredukować oddziały, natomiast położyć nacisk na działalność konspiracyjną i propagandową, która położy podwaliny pod przyszłe powstanie narodowe, zakończone ustanowieniem „Samostijnej Ukrainy”16.

Początek roku 1947 przyniósł kilka kolejnych sukcesów stronie polskiej. W styczniu zlikwidowany został szpital polowy kurenia „Rena” (na miejscu polegli obrońcy i przebywający w szpitalu chorzy). W lutym, dzięki zeznaniom schwytanego oficera żywnościowego UPA, udało się zlokalizować i zniszczyć obóz sotni „Bira”, w skład którego wchodziły
m. in. bunkry z zapasami żywności17. Wzrost aktywności UPA nastąpił dopiero w marcu, kiedy to na terenie Bieszczadów rozpoczęły na nowo działalność sotnie pod wodzą „Chrina”. Mimo zadanych zimą ciosów ukraińskie podziemie zaczęło się odradzać.

1 A. B. Szcześniak, W. Z. Szota, op. cit., s. 207

2 G. Motyka, op. cit., s. 227-229

3 tamże, s. 230-231

4 tamże, s. 221

5 A. B. Szcześniak, W. Z. Szota wymieniają liczbę 488 618 osób – jest to liczba przybliżona.

6 Józef Wójcik, Wojna zniszczyła wszystko, w: Bieszczad. Rocznik towarzystwa opieki nad zabytkami, oddział bieszczadzki, nr. 6, Ustrzyki Dolne, 1999

7 G. Motyka, op. cit., s. 250, A. B. Szcześniak, W. Z. Szota, op. cit., s. 530

8 G. Motyka, op. cit., s. 266

9 tamże, s. 278

10 tamże, s. 292-293, tekst na podstawie CAW, Sztab Generalny WP, IV-501. 1/A, t. 611, k. 431.

11 tamże, s. 296

12 Raport dowództwa OW Kraków z listopada 1945 roku: „[Działalność UPA] wzmogła się w ostatnich czasach. Od pojedynczego terroru bandy przechodzą do zorganizowanych działań… Napadają na pojedyncze grupy żołnierzy, sztaby pułków, podpalają masowo wioski po wysiedlonych Ukraińcach, przerywają linie łączności, wysadzają mosty, stawiają na drogach barykady, robią zasadzki, wysadzają pomniki zbudowane na cześć Armii Radzieckiej i zabijają członków komisji przesiedleńczych”. (CAW, III-101, t. 14, s. 7, Wywiadowczy przegląd sztabu V Wojskowego Okręgu z dnia 25.XI.1945 r.)

13 G. Motyka, op. cit., s. 362-363

14 Archiwum Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, 2721, t. XIV, s. 28 – cytat za: A. B. Szcześniak i W. Z. Szota, op. cit., s. 293

15 G. Motyka, op. cit., s. 365

16 Wytyczne przekazane w maju 1946 roku przez Stefana Banderę, dostarczone do Polski przez łącznika, znane są tylko z zeznań świadków.

17 G. Motyka, op. cit., s. 381