| Akcja |
Wisła |
| wstęp |
1 |
2 |
3 |
4 |
5 |
6 |
zakończenie |
... |
|
5. Przełom – śmierć gen. Karola Świerczewskiego Pod koniec marca 1947 roku sztab 8 DP w Sanoku został poinformowany o planowanym przyjeździe generałów Świerczewskiego i Prus-Więckowskiego. Obaj generałownie mieli dokonać inspekcji kilku placówek WP. Po odebraniu generałów z lotniska w Krośnie przewieziono ich pod eksortą do jednostki w Sanoku. Tam, na wieczornej odprawie, generał Świerczewski wyraził chęć odwiedzenia jednej z baz Wojsk Ochrony Pogranicza. Następnego dnia oddział Świerczewskiego wyruszył do Baligrodu, a stamtąd, po (podobno) niespodziewanje decyzji Waltera, skierował się w stronę Cisnej (pierwotnie samochody miały udać się w innym kierunku). Na wysokości wsi Jabłonki grupa wpadła w zasadzkę. W wyniku strzelaniny zginął m. in. gen. Świerczewski, a wielu żołnierzy zostało rannych. Z początku wszystko wskazywało na to, że napadu dokonał jakiś oddział UPA. Było to o tyle oczywiste, że w tamtym rejonie działała akurat sotnia „Bira”, a generał Świerczewski był wszak dla upowców świetnym celem. Ta wersja była też najwygodniejsza dla władzy ludowej, czyniła bowiem z „Waltera” prawdziwego męczennika, poległego w walce o utrwalanie socjalizmu. Badania historyczne nie potwierdzają do końca tej wersji, mimo, że działające na Zachodzie organizacje ukraińskie jednoznacznie przypisały sobie ten sukces. Do dziś nie wiadomo, w jaki sposób odział UPA zdążył tak szybko się zorganizować, bo wszak do ostaniej chwili nie wiadomo było, dokąd uda się Świerczewski. Początkowo miał jechać do Leska, w ostaniej chwili zmienił jednak decyzję. Mimo zakazu, posterunek w Cisnej został poinformowany telefonicznie o planowanej inspekcji1. Śmierć „Waltera” wywołała ogólnokrajowy wstrząs opinii publicznej. Miejsce zasadzki badano dwukrotnie, raz przez grupę pułkownika Kossowskiego ze Sztabu Generalnego, raz przez oficerów UB. Pierwsza komisja uznała, że przyczyną tragedii była niedostateczna ochrona, jaką przydzielono Świerczewskiemu. Oficerowie UB doszli do innych wniosków – ochrona była wystarczająca, a zawinił sam Świerczewski, raz, że zdecydował się na tak niebezpieczną podróż, dwa – że w momencie ataku nakazał samochodom jechać jeszcze kilkaset metrów. Ustalili też, że sprawcami napadu była sotnia „Bira”, ale jej zlokalizowanie w tym miejscu było zupełnie przypadkowe – nawet jeśli UPA podsłuchała rozmowę telefoniczną między posterunkami w Baligrodzie i w Cisnej, to było zbyt mało czasu, aby zorganizować zasadzkę. Być może UB zależało na ukryciu prawdy, jaką był fakt, że ktoś poinformował UPA o planowanej podróży generała do Cisnej. Mogło by to potwierdzać często pojawiającą się opinię, że informację tę przekazało NKWD, które uważało Świerczewskiego za niewygodnego świadka (generał był świadkiem czystek organizowanych przez NKWD w Hiszpanii). A. B. Szcześniak i W. Z. Szota w swojej książce stają na stanowisku całkowitej przypadkowości zdarzenia. Ich zdaniem miejsce zasadzki było po prostu dobrym miejscem na zorganizowanie napadu, a z Cisnej do Baligrodu bez przerwy szły transporty z żywnością lub bronią, tak bardzo potrzebne leśnym oddziałom. W dodatku schwytani póżnej upowcy zeznali, że nie mieli pojęcia z jakim oddziałem WP toczą walkę, a na dodatek o śmierci „Waltera” dowiedzieli się z gazet2. Być może tak było, w każdym razie zagadka śmierci generała nie została do dziś w pełni wyjaśniona. Paradoksalnie śmierć Świerczewskiego przyniosła władzy ludowej wiele korzyści. Wokół osoby generała szybko wyrósł personalistyczny mit heroicznego bohatera, którego śmierć stała się kolejnym, bardzo silnym argumentem legitymizacji władzy komunistycznej. 29 marca, dzień po śmierci Waltera, „Życie Warszawy” pisało: „Wzdrygnęliśmy się wszyscy, słuchając wczoraj komunikatu radiowego. Legendarny generał „Walter”, który walczył o Polskę nad Manzanares, broniąc republiki hiszpańskiej przed najazdem hitlerowski – nie żyje. Syn ludu polskiego, Karol Świerczewski, który wierny tradycji Jarosława Dąbrowskiego i Ludwika Mierosławskiego walczył o waszą wolność i naszą – nie żyje. Twórca II-giej Armii, który na Łużycach rozbił pancerne dywizje niemieckie i żołnierza polskiego przywiódł pod Drezno – nie żyje. (W ataku na Drezno Świerczewski stracił 1/5 żołnierzy, o czym jednak prasa milczała – J.Z.). Jeden z największych, jakich kiedykolwiek miesliśmy strategów i z którego imieniem na zawsze będzie związana granica nad Nysą Łużycką – nie żyje. Zamordowany został na szosie sanockiej w chwili, gdy – wierny żołnierz Rzeczypospolitej – dokonywał inspekcji. Padł z ręki faszystów ukraińskich”.3 Przyznać trzeba, że Świerczewski był odpowiednią postacią, aby stać się narodowym bohaterem. Zanim został żołnierzem był prostym robotnikiem, potem walczył na wielu frontach Europy. Od wczesnych lat był zagorzałym lewicowcem. Zginął z bronią w ręku, uległszy podstępnemu wrogowi, w nierównej walce. Dodatkowo śmierć owiana była mgłą tajemnicy, nie wiadomo było bowiem, kto tak naprawdę zorganizował zasadzkę pod Jabłonkami i w jakich okolicznościach generał odniósł śmiertelne obrażenia4. Wszystko to spowodowało, że śmierć „Waltera” została odpowiednio urozmaicona przez ówczesnych i póżniejszych literatów. Jedną z najpopularniejszych opowieści o życiu i śmierci „Waltera” można odnaleźć w książce dla dzieci Janiny Broniewskiej „O człowieku, który się kulom nie kłaniał”5. W słynnej tej powieści autorka przypisała generałowi cechy wręcz nadludzkie – kpiący ze śmierci, nie kłaniający się kulom. Podobne cechy odnaleźć można w licznych, powstałych ku czci „Waltera” wierszom i opowiadaniom. Jednym z tych, którzy opisali śmierć generała Świerczewskiego był sam Jan Gerhard, podpułkownik, który osobiście towarzyszył „Walterowi” w tragicznej wyprawie do Cisnej. W swojej dwutomowej powieści „Łuny w Bieszczadach”, opisał nie tylko dokładny przebieg zasadzki pod Jabłonkami, ale też dodał wiele szczegółów, stojących w sprzeczności z raportem, którego sam był autorem (np. generał nie zwraca uwagi na pierwszą ranę postrzałową, a w rzeczywistości sam sobie ją opatrzył6). Gerhard chciał potem, aby oś Baligród – Jabłonki – Cisna uczynić narodowym sanktuarium, którego centralnym punktem byłby wielki pomnik ku czci generała, stojący w miejscu jego śmierci. Część marzeń autora „Łun” spełniła się. Wkrótce zostaje wystawiony skromny obelisk, a w 1962 roku na jego miejscu staje dużych rozmiarów pomnik, z popiersiem „Waltera” i pamiątkowym napisem. Jedno z okolicznych wzgórz ochrzczone zostaje mianem „Walter”, a w czterdziestą rocznicę śmierci generała przystąpiono do budowy muzeum Świerczewskiego w Jabłonkach. Dziś w muzeum organizowane są wystawy przyrodnicze, a sam pomnik, od lat nie odnawiany, niszczeje. W kilka dni po śmierci Świerczewskiego upowcy uderzyli ponownie. Już od dłuższego czasu przygotowywali się do ataku na posterunek WOP w Cisnej. Okazja nadarzyła się 1 kwietnia. Tego dnia wopiści udawali się do pobliskiego Baligrodu. Niewiele dalej od miejsca śmierci „Waltera” zostali zaatakowani i wystrzelani. Z 32 osób załogi przetrwały dwie. Zorganizowany prędko pościg po kilku dniach dopadł jedną z grup UPA. Zeznania ukraińców wskazywały, że i tego napadu dokonała sotnia „Bira” 7. Jeszcze przed zabójstwem generała Świerczewskiego, władze polskie były znużone ciągłą, niekończącą się i nieefektywną walką z ukraińskim podziemiem. Zastanawiano się, w jaki sposób skutecznie poradzić sobie z problemem, ale żadne istotne decyzje nie zapadały. Zima 1946/1947 zaprzepaściła jedną z lepszych szans zlikwidowania UPA, co było zaskoczeniem dla samych Ukraińców. Prawdą jest, że jeszcze jesienią 1946 roku rozpoczęto pierwsze rozmowy na szczeblu rządowym w sprawie wysiedlenia Ukraińców na Ziemie Odzyskane. Tą metodą, kosztem ludności cywilnej, rząd chciał zlikwidować ostatecznie zaplecze UPA. Przygotowania do tej akcji poczyniono już na początku 1947 roku. Generał Stefan Mossor, zastępca szefa Sztabu Generalnego WP, w raporcie który złożył na ręce ministra obrony narodowej pod koniec lutego 1947 r. wyraźnie sugerował potrzebę wysiedlenia Ukraińców: „Przy rozważaniu sytuacji na terenie całego okręgu krakowskiego nasunął się problem resztek ukraińskich. Wiele jednostek, a nawet rodzin ukraińskich ukryło się w lasach lub miejscowościach pogranicznych na terenie Czechosłowacji i wróciło potem do swoich siedzib, stanowiąc bazy dla band UPA i niebezpieczeństwo wszelkiej irredenty na przyszłość. Ponieważ Związek Radziecki nie przyjmuje już obecnie tych ludzi, wydaje się rzeczą konieczną, aby na wiosnę przeprowadzić energicznie akcję przesiedlenia tych ludzi pojedyńczymi rodzinami w rozproszeniu na całych Ziemiach Odzyskanych, gdzie szybko się zasymilują.”8 To dodatkowe przesiedlenie miało, wg Mossora, dotyczyć ok. 4876 rodzin, czyli ponad 20 tys. osób. Podobne „prośby” do Biura Bezpieczeństwa kierowali liczni dowódcy oddziałów WP, przewodniczący Wojewódzkich Komitetów Bezpieczeństwa, a nawet sołtysi. W lutym ogłoszono też amnestię dla członków podziemia, lecz z tego przywileju wyłączono właśnie Ukraińców. Działająca UPA miała być pretekstem do wykonania akcji wysiedleńczych. Śmierć „Waltera” nastąpiła w dogodnym dla rządu momencie. Stała się pretekstem do rozpoczęcia akcji wysiedleńczych, ponieważ – jak głoszono – wyczerpane zostały już wszystkie środki do walki z ukraińskim „terroryzmem”. Trzeba było sięgnąć po te najostrzejsze. 29 marca, dzień po pamiętnej zasadzce w Jabłonkach, wydano odpowiednie decyzje i rozkazy. W wyciągu z protokołu posiedzenia Biura Politycznego PPR czytamy: „Po omówieniu spraw związanych z przygotowaniem i trasą pogrzebu postanowiono:
W ramach akcji represyjnej wobec ludności ukraińskiej postanowiono:
Rząd powołał Grupę Operacyjną „Wisła”, której wyznaczono następujące zadania: - Całkowita i ostateczna likwidacja podziemia ukraińskiego, przy pomocy działań ofensywnych - Przeprowadzenie w ścisłej współpracy z Państwowym Urzędem Repatriacyjnym przesiedlenia osób narodowości ukraińskiej na tereny Ziem Odzyskanych i osadzenie ich w maksymalnym rozproszeniu (akcją objęte miały być również rodziny mieszane polsko-ukraińskie oraz Łemkowie). Z terenów Bieszczadów miały być wysiedlone wszystkie osoby, niezależnie od pochodzenia (rejon ten, ze względu na liczbę działających tam sotni UPA, był uznawany za najgroźniejszy)10. Na czele GO „Wisła” stanął generał Mossor. W skład grupy wchodziło ponad 20 tysięcy żołnierzy różnych jednostek, dywizja szturmowa samolotów i oddziały WOP. Upowców było wówczas około 2500, nie licząc bojówek Służby Bezpieczeństwa i kadry OUN, których było kolejnych kilka tysięcy11. Strona Polska miała prawdopodobnie dwudziestokrotną przewagę nad przeciwnikiem12. Operacja wojskowa przeciwko ludności ukraińskiej miała się rozpocząć, wedle rozkazu ministra obrony narodowej M. Żymierskiego, 10 kwietnia 1947 roku. 1 G. Motyka, op. cit., s. 383 2 A. B. Szcześniak, W. Z. Szota, op. cit., s. 426 3 E. Misiło, Akcja Wisła. Dokumenty, Archiwum Ukraińskie, Warszawa, 1993, s. 67 4 Było kilka wersji: według jednej generał zmarł po otrzymaniu dwóch śmiertelnych strzałów w plecy, według innych żył jeszcze, gdy przenoszono go do samochodu. Była też wersja głosząca, iż generał zginął od przypadkowo zabłąkanej polskiej kuli. 5 J. Broniewska, O człowieku, który się kulom nie kłaniał, Wyd. MON, Warszawa 1969 6 Raport Gerharda złożony został 29 marca 1947 roku w Sanoku. 7 G. Motyka, op. cit., s. 388 8 E. Misiło, op. cit., s. 53 9 E. Misiło, op. cit., s. 65 10 G. Motyka, op. cit., s. 406, A. B. Szcześniak, W. Z. Szota, op. cit., s. 431-432 11 A. B. Szcześniak, W. Z. Szota, op. cit., s. 431 12 G. Motyka, op. cit., s. 407 |