| Akcja |
Wisła |
| wstęp |
1 |
2 |
3 |
4 |
5 |
6 |
zakończenie |
... |
|
6. Operacja „Wisła” – przebieg i statystyki wysiedleń Pierwszą czynnością, do jakiej przystąpił Mossor w ramach powierzonych mu obowiązków było zebranie wiadomości o przeciwniku. Oceniono, że największe skupienie oddziałów UPA ma miejsce na południowy zachód od linii Sanu, przy samej granicy radzieckiej. W powiatach sanockim i leskim stwierdzono obecność jednynie sotni „Bira”, natomiast w lasach lubaczowskich działał kureń „Żeleźniaka”. Największą uwagę przykuwał zatem rejon Bieszczadów, który obok rzeszowszczyzny, lubelszczyzny i okręgu Gorlickiego stał się jednym z czterech terenów operacyjnych GO „Wisła”1. Próbowano też określić, ile osób zamieszkujących te obszary przeznaczonych jest do wysiedlenia. Wstępne szacunki dały liczbę około 80 tys. osób. Kolejnym etapem było uszczelnienie granic, w celu uniemożliwienia grupom UPA przedostania się do ościennych krajów. W tym celu rząd nawiązał ścisłą współpracę z ZSRR i Czechosłowacją. Po sowieckiej stronie granicy pilnowała 64 Dywizja NKWD, dowodzona przez ppłk. Dunina. Od strony Czechosłowacji granicę uszczelniła specjalna grupa operacyjna „Teplice”, na czele z gen. Janem Hermanem. W ramach wspólnych działań przeciwko UPA wymieniono się oficerami łącznikowymi, umożliwiono też wzajemne korzystanie z radiostacji wszystkich trzech krajów. Każdy oddział, w razie pościgu, mógł swobodnie przekraczać granicę kraju na głębokość do 30 kilometrów. Mimo uszczelnienia granic zdarzały się ucieczki członków UPA poza granicę Polski. Winą za to obarczano zbyt późne podjęcie współpracy między krajami, ale popularnym był też pogląd, że wojska czechosłowackie traktowały uciekinierów z przymrużeniem oka, pozwalając im przekraczać granicę2. Czechosłowacja stała się szlakiem komuniakacyjnym, skąd upowcy udawali się na zachód Europy. Równocześnie rząd postanowił nasilić działania propagandowo-wychowacze, które miały podnieść morale polskich żołnierzy, a przy okazji osłabić chęć walki w oddziałach UPA. Jeszcze przed rozpoczęciem wysiedleń, na tereny objęte działaniem GO „Wisła” zrzucono dwojakiego rodzaju ulotki. Pierwsze z nich skierowane były do „obałamuconych członków band UPA”. Oto fragmenty ulotki: „Wskutek uprawianego przez was terroru, cała ludność tych (południowo-wschodnich – J.Z.) powiatów żyła w ciągłym strachu i niepewności swego jutra. Dlatego Rząd Polski postanowił ostatecznie i nieodwołalnie zakończyć z tym stanem rzeczy i przywrócić pełny spokój i porądek na tych terenach. (…) Ludność ukraińska po przesiedleniu – wolna od grabieży i mordów, wolna od Waszego terroru, błogosławi Rząd za to, że wybawił ją od ustawicznego strachu przed wami. Jednostki Wojska Polskiego i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego otrzymały rozkaz zniszczyć was i nie przerwą swej walki i akcji aż do pełnego wykoania tego rozkazu. Dziś jesteście głodni i obdarci. Wskutek ciągłego pościgu żyjecie jak dzikie zwierzęta, w brudzie i o chłodzie. Gryzą was wszy. Nie możecie spocząć, ani się umyć, bo nawet mydła nie macie. Tęsknicie za waszymi krewnymi i bliskimi, a oni za wami. Ale wasi przywódcy (…) opowiadają wam bzdury o trzeciej wojnie, która ma jakoby wybuchnąć, a o której nikt na świecie poważnie nie myśli. (…) Zastanówcie się dobrze nad tym, co was czeka. Zastanówcie się i opamiętajcie. (…) Sprawa każdego z jeńców jest u nas rozpatrywana indywidualnie i sprawiedliwie. Kto zgłosi się dobrowolnie z bronią w ręku ten będzie żył. Już w ciągu pierwszego miesiąca akcji uspakajania tych terenów zdobyliśmy bardzo wiele ważnych wiadomości. Wiemy o was wszystko. Musicie zrozumieć, że zniszczenie waszych band do ostatniego człowieka jest kwestią niedługiego czasu. (…) Porzućcie więc drogę zbrodni póki nie jest za poźno.”3 Druga ulotka skierowana była do „miejscowej ludności” i zawierała obietnicę objęcia opięką ludności ukraińskiej zarówno w czasie transportu, jak i w miejscu nowego osiedlenia. W odpowiedzi OUN rozrzucało ulotki do ludności polskiej i Wojska Polskiego, nawołujące do bierności względem akcji przesiedleńczej i do współpracy przeciw ZSRR. Podnoszeniem morale polskich żołnierzy zajęli się z kolei oficerowie polityczno-wychowawczy. Organizowali onio różnego rodzaju pogadanki, prelekcje i referaty, odwołujące się do chwalebnego zwycięstwa nad faszyzmem, stale przypominając o morderstwie „Waltera” i konieczności ostatecznego rozwiązania problemu ukraińskiego w Polsce. Oto fragmenty jednego z takich referatów: „Resztki band faszystkowskich, które mamy doszczętnie zniszczyć, przedstawiają bez porównania o wiele mniejsze niebezpieczeństwo, niż hordy hitlerowskie na froncie. Mamy olbrzymią przewagę uzbrojenia i zaopatrzenia. Jest nas 70 razy więcej niż band. Jesteśmy uzbrojeni w najlepszą na świecie broń. (…) Nasze męstwo i odwaga, zdyscyplinowanie, sumienne wykonywanie rozkazów zapewni nam przy każdym spotkaniu z bandą zwycięstwo. Strzelać musimy do ukraińskich zbrodniarzy celnie i pewnie. Nie wolno nikomu tchórzyć, nie wolno nikomu uciekać z pola walki. (…) Cofnięcie się w obliczu wroga, ucieczka z pola walki jest największą hańbą żołnierza. Żołnierz cofający się przed wrogiem jest zdrajcą narodu. (…) Odwaga i męstwo, czujność i karność ułatwia nam odnieść zwycięstwo nad resztkami band faszystowskich. Zwycięstwo nad ukraińskimi zbrodniarzami wyjedna nam głęboką wdzięczność Narodu, nasz wysiłek, na jaki zdobędziemy się w niszczeniu band, zespoli nas ściślej z narodem i wykaże, że naprawdę jesteśmy zbrojnym ramieniem narodu.”4 Wytyczne dotyczące planowanego przebiegu wysiedleń zostały sformułowane 16 kwietnia w projekcie ministrów obrony narodowej i bezpieczeństwa publicznego, potem były wielokrotnie powtarzane przez różne organa, bez większych zmian. W jednym z załączników projektu zawarto nakaz humianitarnego traktowania wysiedlanych, którzy według prawa są obywatelami państwa polskiego. 23 kwietnia 1947 dowódcy oddziałów wysiedlających otrzymali z rąk szefa sztabu GO „Wisła” pismo, w którym sformułowano w punktach metodę postępowania w dniu rozpoczęcia wysiedleń. Kilka punktów wymaga przytoczenia: „1. W dniu ewakuacji od świtu zamknąć wyjścia ze wsi, by nie dopuścić do ucieczki ludności cywilnej przede wszystkim w kierunku lasu. 2. O świcie zarządzić zbiórkę całej ludności na wybranym miejscu i oświadczyć jej w [sposób] zdecydowany i bezkompromisowe, że: a) celem umożliwienia im spokojnego życia i pracy, uniknięcia niepotrzebnych ofiar ludności cywilnej przy zwalczaniu bandytyzmu w rejonie wiosek i w samych wioskach, zarządzeniem władz naczelnych ludność zostaje przesiedlona na tereny odzyskane. Ktokolwiek z nieupoważnionych zostanie po wysiedlaniu, będzie uważany za członka bandy i jako taki traktowany; b) z powodu braku środków transportowych i krótkiego czasu, by umożliwić im jeszcze na nowym miejscu osiedlania zasiewów pól, a przynajmniej sadzenia kartofli, nie będą mogli zabrać ze sobą całego mienia ruchomego.”5 Rzeczywiście oznaczało to, że większość posiadanych rzeczy należało zostawić na miejscu. Rząd zgodził się jedynie na żywy inwentarz, niezbędną odzież, naczynia kuchenne, podstawowy sprzęt rolniczy i trochę żywności na drogę. Pozostałe dobra miały być przewiezione w późniejszym czasie i równomiernie rozdzielone wśród przesiedleńców. Najczęściej jednak to, co pozostało, było rozgrabione przez wojsko i grupy rabunkowe. Wysiedlenia rozpoczęły się wczesnym rankiem 28 kwietnia 1947 roku. Ludność wywożona była ciężarówkami do zorganizowanych przez wojsko punktów zbornych, gdzie odbywały się pierwsze przesłuchania. Wysiedlanym przydzielano jedną z trzech kategorii: A, B lub C, odpowiednio oznaczających notowanie przez UB, notowanie przez wywiad wojskowy lub zastrzeżenia dowódców oddziału wysiedlającego. Rodziny z kategorią A osiedlane były w największym rozproszeniu. Wszyscy pozostali określani byli jako „pewni”. Dużym kłopotem okazał się transport, głównie dlatego, że źle oceniono liczbę osób przeznaczonych do wysiedlenia. Wojsko dysponowało zbyt małą ilością wagonów kolejowych, z kolei transport samochodowy był równocześnie wykorzystywany do prac polowych. Drogi były często nieprzejezdne, wiele mostów zostało wysadzonych w powietrze. Zadanie utrudniała też szerokotorowa kolej między Rzeszowem a Przemyślem – polskie pociągi wymagały zmiany podwozia. Ówczesne meldunki potwierdzały, że wysiedlenia odbywają się zgodnie z planem, a każdej rodzinie zapewniano pomoc i ludzkie warunki podróży. W rzeczywistości dla wielu rodzin wysiedlenie było życiową tragedią. Wspomnienia repatriantów potwierdzają, że warunki, w jakich opuszczali swoje rodzinne strony, nie były tak dobre, jak je opisywała władza. Ludność dostawała najwyżej 3 godziny na spakowanie dobytku i opuszczenie wiosek. Dopuszczalną wagę bagażu określono na 25kg od osoby. W gospodarstwach zostawał przede wszystkim sprzęt domowy i zapasy żywności, wszystko to było następnie rozkradane, zarówno przez wojsko jak i przez rabusiów. W punktach zbornych i na stacjach załadunkowych panował bałagan, w wielu przypadkach ludność nie miała zagwarantowanych podstawowych warunków sanitarnych. Wielu spośród przesłuchiwanych na miejscu trafiało do aresztu, skąd wywożono ich do polskiego obozu koncentracyjnego w Jaworznie. W czasie transportów zdarzały się wypadki śmierci dzieci i starszych bądź chorych osób. Fatalne warunki w jakich przyszło ludziom opuszczać rodzinne domy zaowocowały ponad trzydziestoma zgonami, głównie w czasie podróży pociągami. Ci, którzy przeżyli podróż nierzadko przypłacili to chorobami – tyfusem, świerzbem, chorobami przewodu pokarmowego. Dodatkowym czynnikiem wprowadzającym chaos były plotki, które rozprzestrzeniały się wśród miejscowej ludności. Wielu wysiedlanych było przekonanych, że wywożą ich za wschodnią granicę, albo nawet na Sybir. Na skutek takich plotek wielu Ukraińców zbiegło do lasu lub szukało schronienia u polskich rodzin. Z kolei ludność nie objęta wywózką często sama się pakowała i zgłaszała do punktów zbornych, ponieważ nie wierzyła w możliwość pozostania na miejscu. Doszło do tego, że organy państwowe musiały wydawać specjalne oświadczenia wyjaśniające, jak np. odezwa wojewody rzeszowskiego do ludności polskiej: „Do obywateli województwa rzeszowskiego! W ostatnich tygodniach Rząd Rzeczypospolitej przedsięwziął odpowiednie kroki celem uwolnienia miejscowej ludności spod terroru band faszystowskich UPA. W związku z tym Państwowy Urząd Repatriacyjny (PUR) rozpoczął przesiedlanie pozostałej na tym terenie ludności ukraińskiej, która stanowiła naturalną pomoc dla banderowców. Akcja ta została wykorzystana przez nieodpowiedzialne elementy, wrogie Państwu i Demokracji, dla wywołania niepokoju wśród społeczeństwa i dezorganizacji życia spokojnej ludności. Elementy te rozpowszechniają nieprawdziwe wiadomości o zupełnym wysiedleniu całej ludności z terenów objętych akcją. (…) Plotki te muszą się spotkać ze zdecydowaną odprawą ze strony trzeźwo myślącego społeczeństwa. (…) Nikt z ludności polskiej tych powiatów nie będzie przesiedlony. Wzywam wszystkich obywateli w ich własnym interesie do zdecydowanego przeciwstawienia się rozpowszechnionym plotkom, zachowania zupełnego spokoju i pozostania przy swoich warsztatach pracy oraz dalszego prowadzenia wiosennych prac na roli.”6 Repatriantów wywożono na tereny Ziem Odzyskanych, głównie w szczecińskie i olsztyńskie, potem również w gdańskie, białostockie i wrocławskie. Szczegółowe rozmieszczenie transportów z ludnością ukraińską wysiedloną do województw północnej i zachodniej Polski przedstawiają poniższe tabele:7
Do dyspozycji Państwowego Urzędu Repatriacyjnego było kilkadziesiąt tysięcy opuszczonych przez zbiegłych Niemców gospodarstw rolnych. W wiekszości przypadków były to gospodarstwa zrujnowane, wymagające remontów. Piotr Hojnak, młody chłopak wywieziony z rodzicami w ramach akcji „Wisła”, opowiada: „Stanęliśmy na stacji w Chojnowie. Kazali się wyładować. Od Chojnowa wojsko nas opuściło, komendę przejęli ormowcy. Kilka rodzin skierowano do Jaroszówki, a reszta powlokła się dalej w kierunku kolonii Zamienice (wtenczas jeszcze nazywała się Samice). Dotarliśmy zmęczeni, kto gdzie mógł, tam stanął. Rozpaliliśmy ognisko. Czekaliśmy noc i dzień. W końcu cztery rodziny z wozami plus dwóch ormowców wyruszyło do dzisiejszej Patoki, która wtedy nosiła nazwę Pawlinek. Poszedłem z nimi. Szosą do Rokitek, a potem jeszcze 7 kilometrów lasem. Ludzie padali, krowy ustały. Jeden ormowiec został z nimi, ja z drugim poszedłem do sołtysa prosić o pomoc. Wołami pomagali dociągnąć dobytek. (…) Sołtys przydzielił domy i gospodarki. Wróciłem po rodzinę i resztę ludzi. Tak osiedliliśmy się w Patoce. Budynki zrujnowane, bez okien, wyrwane podłogi, piece rozwalone. Ziemia niskiej klasy, podmokła albo piasek.”8 Rząd powoływał specjalne brygady remontowe, ale i tak nie zmieniło to faktu, że wiele rodzin nie miało realnych szans na zagospodarowanie się i zasianie zboża przed zimą. Im ktoś przybył później, tym mniejsze miał szanse na wyżywienie rodziny. Próbowano wprowadzać kartki żywnościowe oraz specjalne fundusze państwowe na zagospodarowanie się. Częstym efektem szerzonej przez komunistów propagandy było to, że Ukraińcy nie byli mile widzianymi gośćmi w miejscach, do których ich wysiedlano. Kiedy do Elbląga przybył pierwszy transport z przesiedleńcami, inspektor Ministerstwa Ziem Odzyskanych Stanisław Orczykowski, w liście do dyrektora Departamentu Inspekcji DZO, pisał: „Ponieważ uważam, że dla zbirów ukraińskich nie może Polska przydzielać, a nawet przewidywać gospodarstw rolnych na Ziemiach Odzyskanych, dlatego zgłaszam to Ob. Dyrektorowi do dalszego urzędowania.”9 Piotr Hojnak tak wspomina pierwszy kontakt z mieszkańcami: „W Pawlinkach na nasz widok jakaś kobieta wybiegła z chaty z krzykiem. - To myśmy ledwie spod noża uszli, a tu już znowu banderowcy! Później wyszło na jaw, że była Ukrainką. Słyszę, jeden mówi do drugiego: Wiesz, przyjechali Ukraińcy, jacy brudni, jacy czarni. Byliśmy po tygodniu jazdy węglarką, bez dostępu do wody. Dowiedzieliśmy się potem od sąsiadów, że nie spali cztery noce przed naszym przyjazdem. Ze strachu. Ale później zostaliśmy dobrymi sąsiadami.”10 Rząd uparcie głosił, że akcja wysiedleńcza odbyła się zgodnie z planem, a przeprowadzone badania potwierdzić miały, że prawie 70% ludności zaklimatyzowało się w nowych warunkach i przystąpiły do codziennych obowiązków. Tylko 10% potrzebowało pomocy państwa, natomiast pozostałe 20% to „malkontenci, traktujący tymczasowo warunki, w jakich się znaleźli, którzy przede wszystkim czekają na trzecią wojnę światową”11. W rzeczywistości tych niezadowolonych było więcej, wśród nich sporą grupę stanowili Łemkowie, którzy odcinali się od współpracy z UPA, a niejednokrotnie dawali dowody lojalności wobec narodu polskiego. Niezadowolenie miało szerokie podłoże: ludzie zostali wyrzuceni ze swoich rodzinnych domów, niejednokrotnie tracąc dorobek życia. Żegnali rodzinne domy mówiąc: „żegnaj, ukraińska ziemio”12.Wielu Ukraińców nie było związanych ideologicznie z nacjonalitycznym podziemiem i teraz nie rozumiało, za co tak naprawdę ich wysiedlono. Ponadto gospodarstwa przydzielane repatriantom były zniszczone, zaniedbane i wymagające natychmiastowego remontu. Zaczęły mnożyć się podania o możliwość powrotu. Jedni chcieli wracać po dobytek, inni po prostu do domu. Władza takich pozwoleń oczywiście nie wydawała, a jeśli ktoś został schwytany na próbie powrotu, z miejsca odsyłany był do najbliższego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, a stamtąd do obozu w Jaworznie, z którego wielu nie wracało. W sumie zatrzymano i skazano na pobyt w obozie ponad 150 osób, które próbowały na własną rękę wrócić w rodzinne strony. 13 Sprawa istnienia Centralnego Obozu Pracy w Jaworznie wzbudza do dziś wiele kontrowersji, dlatego wymaga osobnego omówienia. Obóz został założony w miejscu dawnej filii KL Auschwitz. Po wyzwoleniu w 1945 r. obóz posłużył władzom polskim do więzienia jeńców niemieckich i Volksdeutschów. W ramach przygotowań do akcji „Wisła” rząd przeznaczył obóz w Jaworznie na miejsce przetrzymywania aresztowanych członków UPA, Ukraińców podejrzanych o współpracę z podziemiem i wszyskich innych, co do których były jakiekolwiek podejrzenia o wrogość wobez władzy ludowej. Panujące w obozie warunki były dla wielu nie do zniesienia, wśród więźniów mnożyły się choroby i akty samobójcze. Co ciekawe, specjalna komisja, która miała zbadać przyczynę wysokiej liczby zgonów w obozie, ustaliła, iż winę ponoszą po części sami Ukraińcy: „Ukraińcy w sposób świadomy sabotują zarządzenia wydane przez kierownictwo obozu celem utrzymania go na odpowiednim poziomie sanitarnym, w ten sposób, że mimo otrzymania normalnego wyżywienia przewidzianego normami Dep. Więzienn. i Obozów, tj. 2400 kalorii – to niejednokrotnie, co też świadkowie potwierdzają, jedzą surowe ziemniaki niemyte, buraki, marchew, w które to produkty zaopatrują się będąc użytym przy wyładowywaniu wagonów. (…) Jako jeden z czynników sprzyjających powstaniu epidemii tyfusu można podkreślić fakt niedostarczenia przez kier. obozu, na skutek zakazu grupy śledczej MBP, papieru klozetowego, co przy niskim stanie kultury i nieprzestrzeganiu zasad higieny (mycie rąk) może spowodować wybuch duru brzusznego, tym bardziej, że ci sami ludzie żywność roznoszą po swoich salach i zapewne nie myją rąk przed jedzeniem. Baraki UPA są nieco przeludnione, ponadto odczuwa się brak słomy. Jak wyżej wspomniałem, Ukraińcy są pozbawieni w większości wypadków bielizny i ubrań, co też uniemożliwia im codzienne mycie, posiadane zaś ubrania są w tak opłakanym stanie, że nie mogą opuścić baraku”.14 Nie tylko jednak choroby były zagrożeniem dla mieszkańców obozu, wielu z nich zginęło wskutek „działań śledczych” oficerów bezpieczeństwa. Wskutek tortur i chorób w obozie zginęło ponad 160 osób, które pochowane zostały w bezimiennych grobach w lasach wokół obozu. W 1949 roku obóz został przekształcony w ośrodek pracy przymusowej dla młodocianych więźniów, zlikwodowany zaś został siedem lat później. Przebywający w nim więźniowe, wśród których wciąż było wielu byłych członków UPA i AK, zostali przeniesieni do zakładu karnego w Iławie. Wysiedlenia Ukraińców stały dla władzy ludowej pretekstem do rozprawienia się z miejscowymi Polakami o, jak pisał gen. Mossor, wątpliwej lojalności15. Wywożono więc wszystkich, którzy byli politycznie niepewni, podejrzani o współpracę z WiN, albo UPA, wywózką objęto też działaczy NSZ i PSL. Oszczędzono jedynie niektórych pracowników kolei i kopalni ropy naftowej. W liście do gen. Żymierskiego Mossor pisał: „…przy sposobności wysiedlania Ukraińców dowódca 9DP wysiedlił z rejonu na południowy-zachód od Przemyśla kilkanaście rodzin polskich zupełnie przegniłych wskutek propagandy PSL i NZS. Mamy dane do przypuszczenia, że odpowiednie czynniki w Warszawie mogą z tego powodu podnieść duży hałas. Jest możliwe, że dojdzie do interwencji w Sejmie. Biorę na siebie odpowiedzialność za te wypadki i proszę mi zaufać, że ani jedna polska rodzina nie zostanie z tych stron wysiedlona bez poważnych przyczyn.” 16 W rzeczywistości jednak wiele polskich rodzin zostało wysiedlonych tylko dlatego, że podejrzewano ich o współpracę albo tylko sympatyzowanie z Ukraińcami. Tych, co pozostali, władza nakazała obserwować, czy aby „nie mieli kontaktu z bandą”. Ale pozostało niewielu – według raportów dowódców grup wysiedleńczych Polacy bali się zostawać sami na miejscu, toteż często prosili o możliwość przesiedlenia do Przemyśla. Dużo rzadziej zdarzały się przypadki ochotniczego wyjazdu na tereny ziem odzyskanych. UPA zareagowała na wysiedlenia częściowym lub całkowitym rozproszeniem oddziałów. Nie podejmowano walki z oddziałami WP, które często bezskutecznie przeczesywały lasy i organizowały zasadzki. Mimo deklaracji, dowództwo polskie nie wiedziało, gdzie znajduje się część ukrywających się oddziałów. Po pierwszym tygodniu działania GO „Wisła” było pewne, że źle oceniono liczbę ludności przeznaczonej do wysiedlenia. W planie drugiej fazy działania GO „Wisła” dokonano oceny aktualnej sytuacji politycznej. Nie była ona optymistyczna: „Wbrew ocenie na podstawie materiałów posiadanych w Warszawie, na całym obszarze powiatów: przemyskiego, sanockiego i leskiego większość ludności ukraińskiej i mieszanej współpracuje z bandami UPA, jest znacznie liczniejsza, niż można było przypuszczać. Wynosi ona przeciętnie około 85%. (…) W związku z tym został opracowany i przedstawiony osobny plan zasiedlenia tych okolic napływową ludnością z czysto polskich powiatów woj. rzeszowskiego”.17 Rozproszone oddziały UPA były dla wojska trudnym celem. Ale z drugiej strony nie miały one zbyt wielu możliwości do przeprowadzania akcji zbrojnych. Przewaga Polaków była przygniatająca, do tego stopnia, że upowcom pozostawało jedynie minowanie dróg. Wojsko Polskie z początku koncentrowało się na przeczesywaniu lasów, ale nie przyniosło to oczekwianych rezultatów. Dochodziło co najwyżej do likwidacji bunkrów i szałasów z żywnością. Dowództwo zdawało sobie sprawę z tego, że takie działanie może ciągnąć się w nieskończoność. Upowcy, widząc za sobą pościg, rozpraszali się na różne strony, aby po jakimś czasie zebrać się na powrót w umówionym miejscu. Było to dla nich męczące i wyczerpujące, ale zapewniało względne poczucie bezpieczeństwa. W maju 1947 r. sztab GO „Wisła” opracował nowe zasady walki z ukraińskimi partyzantami. Zmiany polegały głównie na polepszeniu wyposażenia bojowego, utworzono specjalne grupy operacyjne, manewrowe i plutony zwiadowcze. Do dyspozycji nowych jednostek oddano ciężarówki, broń automatyczną oraz przydzielono psy tropiące. Postanowiono też skoncentrować się przede wszystkim na działaniach militarnych, przenosząc akcję wysiedleńczą na plan drugi. Gen. Mossor w rozkazie z 9 maja 1947 r. pisał: „Skierować główny wysiłek wszystkich jednostek Grupy Operacyjnej dla likwidacji band UPA. Na podstawie zdobywanych codziennie wiadomości ustalić siedliska głównych zgrupowań i szeregiem operacji montowanych na wszystkich szczeblach dowodzenia zniszczyć te siły. Ostatecznie zakończyć wysiedlenie ludności ukraińskiej, dostosowując jednakowoż tempo i sposób przeprowadzania tej akcji do sił i czasu, pozostawionego przez wykonanie głównego zadania – zwalczania bandytyzmu.”18 Starania te przyniosły pewne rezultaty – zmęczone ciągłym pościgiem sotnie „Chrina”, „Bira” i „Stacha”, nie widząc szans w dalszym ukrywaniu się, przedostało się na Ukrainę, gdzie walczyły z władzą komunistyczną do 1948 r. Niektóre oddziały, np. „Brodycza” próbowały przedostać się do amerykańskiej strefy okupacyjnej.19 Pozostałe w Polsce jednostki były zbyt rozproszone i wyczerpane, aby kontynuować przeciwko nim masową akcję militarną. GO „Wisła” wypełniła już swoje zadanie i nie było powodów, aby zmęczonych żołnierzy wciąż przetrzymywać na trudny, górzystym terenie operacyjnym. 24 lipca 1947 r. rząd podjął decyzję o rozwiązaniu GO „Wisła”, powierzając obowiązki dokończenia oczyszczania terenów z „wrogich elementów” mniejszym jednostkom. Według oficjalnych danych odziały GO „Wisła” zlikwidowały 1335 bojowników UPA, z czego 543 zostało zabitych (inne dane mówią o 1509 ujętych lub zlikwidowanych). Równocześnie ujęto 2781 członków cywilnej siatki OUN; większość z nich została osadzona w Jaworznie.20 Przy okazji ujęto lub zabito kilkadziesiąt osób należących do ugrupowań poakowskich. Strona Polska poniosła dużo mniejsze straty: zginęło 61 żołnierzy (w tym 29 na skutek wypadków samochodowych, wynikających ze słabego wyszkolenia kierowców), 91 zostało rannych21. Poniższe tabele przedstawiają szczegółowe dane dot. strat UPA w okresie działania GO „Wisła”22 :
„Sukcesem” zakończyła się także akcja wysiedleńcza. W okresie od 20 kwietnia do końca lipca 1947 roku wysiedlono 136 900 osób, organizując w tym celu 431 transportów (A. B. Szcześniak i W. Z. Szota mówią o ponad 140 tys. osób).23 Na skutek wysiedleń zmniejszyła się znacznie gęstość zaludnienia w południowo-wschodniej Polsce, niektóre obszary zupełnie opustoszały. Tabele przedstawiają dane statystyczne dotyczące liczby osób wysiedlonych i pozostałych na miejscu w ramach akcji „Wisła”24:
Władza próbowała zorganizować na nowo życie na opuszczonych terenach, lecz beskutecznie. Chętnych do osiedlenia się było niewielu, wciąż obawiano się odwetu ze strony pozostałych w lasach niedobitków UPA. Pozostałą na miejscu polską ludność, szczególnie w obszarach najbardziej wyludnionych, próbowano koncetrować. Zakładano nowe wsie, których bezpieczeństwa strzec miały posterunki ORMO i MO. 12 czerwca powstał Wojewódzki Komitet Zasiedleńczy, który we współpracy z wojskiem rozpoczął akcję zasiedlania opustoszałych terenow. Nie udało się jednak zrealizować planów zasiedlenia zgodnie z oczekiwaniami: brakowało chętnych, gospodarstwa były zaniedbane, wsie popalone. Nie przeszkodziło to gen. Mossorowi napisać w raporcie: „W interesie państwa leżało, by tereny objęte działalnością GO „Wisła” nie pozostawić pustynią, a przeciwnie, ugruntować na nich polskość i zapewnić ich bezpieczeństwo. Dlatego też od początku przesiedlania zaczęto organizować osadnictwo i zasiedlać miejscowości poukraińskie. Akcja ta rozwija się i daje lepsze wyniki. Do obecnej chwili zasiedlono 1710 rodzin z innych powiatów woj. rzeszowskiego i dokonano przesiedlenia wewnętrznego w tych samych powiatach 1586 rodzin. Razem zasiedlono 3278 rodzin, tj. Około 13500 osób.”25 1 A. B. Szcześniak i W. Z. Szota wymieniają tylko dwa rejony operacyjne: „R” – Rzeszów i „S” – Sanok (op. cit., s. 433) 2 G. Motyka, op. cit., s. 409 3 E. Misiło, op. cit., s. 177-178 4 fragment konspektu gawędy żołnierskiej opracowanej przez Wydział Polityczno-Wychowawczy 7 DP. za: E. Misiło, op. cit., s. 180-181 5 E. Misiło, op. cit., s. 160-162 6 E. Misiło, op. cit., s. 262 7 Na podstawie: E. Misiło, op. cit. s. 443-448 8 Andrzej Kaczyński, U nas tu, u nas tam, Rzeczpospolita, nr 106, 08.05.1997 9 E. Misiło, op. cit., s. 295 10 Andrzej Kaczyński, U nas tu, u nas tam… 11 A. B. Szcześniak, W. Z. Szota, op. cit., s. 458 12 E. Misiło, op. cit., s. 245 13 tamże, s. 344 14 E. Misiło, op. cit., s. 158-159 15 Meldunek gen. Mossora do marszałka Żymierskiego z dnia 21.IV.1947, za A. B. Szcześniak, W.Z. Szota, op. cit., s. 456-457 16 Za: E. Misiło, op. cit., s. 225 17 E. Misiło, op. cit., s. 200 18 tamże, s. 240 19 G. Motyka, Łemkowie i Bojkowie, Biuletyn Instytutu Pamięci Narodowej, nr 8-9/2001 20 G. Motyka, Tak było w Bieszczadach, op. cit., s. 442, A. B. Szcześniak, W. Z. Szota, op. cit., s. 465 21 G. Motyka, op. cit., s. 442 22 E. Misiło, op. cit., s. 374 23 A. B. Szcześniak, W. Z. Szota, op. cit., s. 459, E. Misiło, op. cit., s. 374 24 Na podstawie E.Misiło, op. cit., s. 405-426 25 E. Misiło, op. cit., s. 350, |
|||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||